Spóźniona relacja w wykładu i dieta dr Ewy Dąbrowskiej

Po wtorkowym wykładzie wróciłam późno, bo spotkanie trochę się przedłużyło,byłam śpiąca i nie zrobiłam wpisu od razu. Potem miałam dni zajęte od rana do wieczora. Ciężko było z warzywną dietą, musiałam wszystko przygotować rano i potem nosić cały dzień ciężką torbę z prowiantem, ale jak do tej pory się udaje:) Uczucie głodu jest już coraz mniejsze, 3 pierwsze dni były pod tym względem najgorsze, ciągle ssało mnie w żołądku. Do tego ból głowy, który pojawia się prawie codziennie. To mój jedyny objaw detoksu, myślałam że cera się pogorszy, jak do tej pory jest bez zmian. Zobaczę co będzie w kolejnym tygodniu.

Bardzo Was przepraszam, że nie dzieliłam się przepisami, postaram się poprawić z kolejnym tygodniu diety.
Rano przygotowywałam sobie surówki i sałatki, wszystko pakowałam i brałam ze sobą. Do tego bardzo dużo jabłek i trochę mniej grejpfrutów. Rano obowiązkowo szczotkowanie i woda z cytryną na czczo.
Piłam też świeżo wyciskane soki z marchwi, jabłek lub buraków.
Dzisiaj ugotowałam zupę jarzynową. Miała być dyniowa, ale spóźniłam się i już nie było żadnej dyni w moim warzywniaku. Wzięłam co było:)


Bardzo prosta zupa, cukinia, marchewka, pietruszka i cebula. Doprawiłam ją naturalna przyprawą "jarzynka". Będzie też na jutrzejszy obiad. W ciągu tygodnia robiłam proste rzeczy, mieszałam zwykle dwa składniki. Chrupałam też same marchewki i jabłuszka.

Służy mi ten detox, czuję się lekka, mam sporo energii. Nie jestem wzdęta.
Problem mam jedynie z treningami, lubię się porządnie zmęczyć, a teraz nie mam dobrej wytrzymałości. Po 40 minutach ćwiczeń umieram z głodu.. Tęsknię za pysznym, tłustym avokado i za orzechami, których mam akurat mnóstwo w domu. Poczekam jeszcze tydzień i wprowadzę je do jadłospisu. Póki co zostaję przy spokojniejszym treningu.

Wtorkowy wykład trochę mnie rozczarował, będziecie mogli go obejrzeć na stronie mantra.pl, niebawem powinien się tam pojawić. Teraz jest dostępny bardzo podobny wykład z Koszalina TUTAJ.
Owszem wykład zaczął się od krótkiej wyciszającej medytacji, ale potem nie było o niej mowy. Generalnie niczego nowego się nie dowiedziałam. Było sporo osób, momentami było śmiesznie, bo tłumaczka przekręcała wiele zwrotów, albo wymyślała nowe słowa, np. typu otylstwo (?). Liczyłam na coś więcej. Siedziałam i pilnie słuchałam z notatnikiem, ale nic nie zapisałam. Mimo to nie żałuję, że tam poszłam. Na koniec również była krótka medytacja, tym razem śpiewana mantra. Po niej seria pytań, która trwała dość długo. Może kolejne tego typu wydarzenia będą ciekawsze.

Na koniec, jeszcze informacja o konkursie, w którym można wygrać kubeczek Mooucup u EkoKobiety.
Szczegóły znajdziecie TUTAJ. Powodzenia!

Pozdrawiam :*

Copyright © 2016 Ekocentryczka , Blogger